Nie lubię Tczewa. Bo kiedyś tam zmarzłam, bo nudziłam się, bo nikt nie lubi, bo... Znajomi mówią, że jedyną dobra rzeczą w Tczewie jest McDonald's, ale ja nie lubię śmieciowego żarcia więc i to mnie nie przekonywało. Czemu tak się rozpisuje nad tym miastem? Booo znalazłam w nim końcu coś pozytywnego- IN MEMORIAM Festiwal Grzegorza Ciechowskiego.
Natknęłam się na to wydarzenie przypadkiem, jako 'gwiazda wieczoru' miały grać Muchy, byłam już wcześniej na kilku ich koncertach, podobało mi się, czemu nie jechać kolejny raz? Więc zbieram ludzi, wsiadamy w pociąg, jesteśmy w Tczewie. Na miejscu imprezy trochę się przestraszyłam, całość przypominała jakieś wiejskie dożynki, aniżeli mini festiwal. Budki z piwem i bigosem, pod sceną ławeczki, babcie prosto spod krzyża. Potem na scenę wychodzi pani i słodko mówi "siadamy,siadamy,są jeszcze miejsca", powtarza to za każdym razem kiedy pojawia się na scenie. Zaraz wybiegnie i zacznie nas usadzać, a kto nie usiądzie niech wypierdala- myślę. Lokujemy się na schodach, dobrze widać i słodka pani nas nie złapie. Zespoły zaczynają grać, brzmi to nieźle, więc zostajemy. Nie interesowałam się jakoś szczególnie tym co się dzieje na scenie. Jeden zespól grał nawet ciekawie, to było chyba living on venus, chór robił wrażenie, pewni panowie mieli wokal Ciechowskiego playbacku,a sam wokalista wyglądał jak z discopolo, nie pamiętam nazwy,ale to się bardzo nie podobało. Na resztę konkursowych zespołów nie zwróciłam większej uwagi. Zaczyna się ściemniać, towarzystwo zmienia średnia wieku na niższą, na scenę wychodzą Muchy. Grają jak zawsze, bawię się jak zawsze, norma. Nagle ktoś rzuca propozycje 'zrobimy wielki pisk jak małolaty!'. Znowu mamy robić z siebie idiotów? no dobra i tak nikt nas tu nie zna. I biegniemy pod scenę, wspinamy się po dziwnych, drewnianych 'schodach', część publiczności bierze z nas przykład, koncert zaczyna się rozkręcać, z naszego przerysowanego pisku nic nie wychodzi bo inni nas zagłuszają. Oto nadchodzi moment kulminacyjny opowieści, Wiraszko mówi "jak już jesteście tak blisko,to chodźcie na scenę". Wskakujemy na scenę, tańczymy do Galanterii, zaczyna nam się tam podobać, rozgaszczamy się, zdejmujemy kurtki... i przychodzą jacyś ludzie i każą nam schodzić. Z perspektywy czasu wydaje mi się,że nawet dobrze zrobili, bo ja już się zaczęłam plątać w jakieś kabelki,a znając mój talent mogłam coś zepsuć. Przypadkiem, niechcący jak zwykle,a wtedy nawet robienie słodkich, lolitkowatych oczu by nie pomogło. Wywaleni brutalnie ze sceny, wracamy na schody. Już wiem, że będzie to jeden z najlepszych koncertów w moim życiu, nareszcie spełniły się moje perwersyjne aspiracje żeby znaleźć się na scenie. Z faktu, że był to festiwal poświęcony Ciechowskiemu, Muchy wykonały cover Nie pytaj o Polskę, Michał bardzo się wczuł w tą piosenkę, przynajmniej takie sprawiał wrażenie.
Po koncercie uznaliśmy, że my chcemy! mieć z Muchami zdjęcie. Zakłóciliśmy więc ich względny spokój, domagając się zdjęć, które i tak nie wyszły z winy słabego aparatu i oświetlenia. Basista jednak okazał się na tyle miły, że zaprosiła nas do pomieszczenia, które nazywał 'garderobą'. Tam udało się nam zrobić kilka fot, zostaliśmy tez poczęstowanie jabłkami, ale nie skorzystaliśmy (jestem przecież z sekty niejedzących).
Ponoć miał być jakiś after,ale after w Tczewie? Wybieramy 3miasto! I afterujemy do białego rana, zdobywamy łupy, ja zwiedzam Stare Miasto nocą...
Nadal nie lubię Tczew, ale za to bardziej lubię Muchy, nie wiem jak ten koncert prezentował się dla jakiegoś biernego obserwatora, ale dla mnie ze wszystkimi okołokoncertowymi przygodami był to koncert idealny.
tak, to był koncert idealny. byłam na Muchach chyba po raz setny, tym razem 300 km od mojego Poznania i to był naprawdę najwspanialszy koncert, na jakim byłam.
OdpowiedzUsuń